PIERWSZE KROKI W TANZANII

PIERWSZE KROKI W TANZANII

Za nami 11 godzin na pokładzie samolotu, łącznie cała podróż zajęła znacznie więcej, bo po drodze jest przecież jeszcze przesiadka.  Nasza trwała cztery godziny, bez tragedii. Tym bardziej, że katarski Hamad International Airport jest w czubie rankingu najbardziej przyjaznych lotnisk świata.

W Dar es Salaam lądujemy w połowie grudnia, kojarzy się od razu:

„…it was cold and wet December day,
when we touched the ground at JFK…”

Nic z tego, w Tanzani nie ma zimnych dni, chociaż lokalesi maja na ten temat inne zdanie („you know, it was 15 degrees, people could die!”).

No więc jest na razie +33 Celsjusza, bo grudzień po tej stronie równika to lato i nikt nie zamierza umierać z zimna. Jesteśmy, stoimy twardo na afrykańskiej ziemi. I co dalej?

Teoretycznie można wsiąść do pierwszej z brzegu taksówki, wcześniej zamówić transport z hotelu, choć my akurat nie jedziemy do hotelu, więc ta opcja odpada. Można, ale nie na tym polegają dalekie podróże. Taksówką to możemy pojechać ewentualnie do hotelu  nad Zalewem Zegrzyńskim, ale nie w Tanzanii. Zbyt łatwe. Jak zatem należy przygotować się, aby po wyjściu z terminalu w Dar es Salaam nie stanąć z rozłożonymi rękami?

KARTA SIM

Podstawa. Bez lokalnego internetu będziecie zdani na lotniskowych naciągaczy, wątpliwej jakości taksówki i masę nowych „przyjaciół”, przerażonych Waszym losem zagubionych europejskich wędrowców. Lokalną kartę można i należy kupić na lotnisku, np. na stoisku AirTel (lokalny operator). Koszt karty SIM z pakietem danych 10 GB ważnym przez miesiąc to 20.000 TZS (około 32 PLN). AirTel daje możliwość bezpłatnego przeglądania social mediów (z wyjątkiem wideo), więc sprawdzenie, co słychać na FB albo Instagramie nie obciąży kupionego pakietu danych. Kiosk z kartami SIM znajduje się w hali przylotów, zaraz po wyjściu z bramek w głównym budynku.

Warto zabrać ze sobą dodatkowy telefon, który można używać jako router – wtedy z pakietu mogą korzystać wszyscy członkowie wycieczki.

Aby aktywować kartę należy wykonać kilka magicznych czynności opisanych szczegółowo w… suahili. Zdajcie się więc na przemiłą panią w okienku, niech czyni zaklęcia nad Waszym telefonem.

TRANSPORT

Karta już jest, pierwsze selfie wysłane, czas ruszyć się do miasta. W Tanzanii działają Uber i Taxify. Aplikacje zainstalujcie wcześniej, żeby – znów – nie obciążać pakietu danych. Dzięki obu aplikacjom można zamówić także bajaji, czyli afrykańskiego Tuk Tuka, a Taxify to jeszcze opcja motocykle dla jednego poasażera. Na trasie z lotniska raczej się nie sprawdzi, bo brakuje miejsca na bagaże. Rodzaje pojazdów dostępnych w tanzańskim Uberze / Taxify, oraz przykładowe ceny na trasie lotnisko à centrum Dar es Salaam (około 12 kilometrów) znajdziecie TUTAJ – UBER I TAXIFY W TANZANII.

„Prawdziwi” taksówkarze już na lotnisku powiedzą Wam, że w Tanzanii nie działa ani Uber, ani żadna opcja inna niż ich własna taksówka. Oczywiście to bujda, a jeśli w nią uwierzycie, możecie strać sporo gotówki. Niestety, czy to Nowy Jork, Warszawa czy Hanoi, lotniska całego świata mają jedną wspolną cechę – naciągaczy.

Oczywiście w Dar działa także komunikacja publiczna, ale nie wspominam o niej z pełną premedytacją. Nie chcę, aby Wasz pierwszy dzień w Afryce zakończył się zawałem serca.

GOTÓWKA

Skoro już o pieniądzach mowa, to na lotnisku warto wypłacić parę groszy. W Tanzanii nie wszędzie można zapłacić kartą, a nawet zaryzykowałbym stwierdzenie, że chwilami może to być mocno skomplikowane. Bankomat znajdziecie po przejściu przez bramki. Każda wypłata wiąże się z prowizją w granicach 7 – 12 tysięcy szylingów (10-18 PLN), więc lepiej wyjąc od razu większą kwotę. 200.000 powinno wystarczyć na hulaszcze życie przez przynajmniej kilka dni. Oczywiście zależy to od poziomu hulaszczości…

WODA

Tanzania jest jednym z najgorętszych miejsc na świecie, jeśli wziąć pod uwagę średnie temperatury roczne. Dar es Salaam jest z kolei nieprzewidywalne, jeśli chodzi o korki. Właściwie nawet nie same korki mogą wydłużyć czas przejazdu, ale minuty, które spędzicie stojąc na światłach lub skrzyżowaniach z ruchem kierowanym przez policjanta. Czegoś takiego jeszcze nie widziałem! 20 minut z ręką na sercu. Bez ruchu. Nic, zamurowane na amen. I właśnie dlatego, będziecie potrzebowali wodę. Zimną, w plastikowej butelce, można kupić za grosze na lotnisku, zaraz za wyjściem z głównego budynku znajdziecie bar Tasty Life.

CIERPLIWOŚĆ

Oprócz naładowanego telefonu, aplikacji Uber I Taxify, po wylądowaniu w Dar należy zaopatrzyć się jeszcze w cierpliwość. Dużo cierpliwości. BARDZO dużo cierpliwości. Praktycznie każde zamówienie taksówki będzie się wiązało z walką z przeciwnościami losu, więc nie oczekujcie, że wsiądziecie do samochodu 3 minuty po kliknięciu. Oto potencjalne sytuacje, które mogą Was zaskoczyć:

– kierowca w ogóle nie ruszy z miejsca. Przyjmie zamówienie, ale będzie je miał absolutnie gdzieś

– kierowca nie ruszy, dopóki się z nim nie skontaktujecie. Można zadzwonić, ale nie wszyscy mówią w języku innym niż suahili, polecam więc natychmiastowe wysłanie prostej, łatwej do zrozumienia informacji tekstowej typu „are you coming?” albo „waiting at main entrance”.

– kierowca ruszy, ale po kilku chwilach zatrzyma się i zapomni o Was. Jest szansa, że przypomni sobie po kilkunastu minutach, ale to tylko szansa, pewności wcale nie ma.

– kierowca będzie już tuż tuż, za zakrętem, ale jednak pojedzie prosto. I już nie wróci…

– kierowca odpowie na wiadomość czymś w stylu „Yes, I’m on my way”, po czym chwile później z gracją i bez zażenowania anuluje zamówienie

Generalna zasada mówi, żeby nie planować dokładnego czasu przybycia w punkt docelowy, ponieważ nigdy nie wiadomo kto, kiedy i czym po Was przyjedzie. Początkowo to mocno stresujące dla Europejczyka, ale po kilku dniach przyzwyczaicie się. No bo w końcu, gdzie się spieszyć?