CZY TANIE PODRÓŻOWANIE MOŻE BYĆ TANIE?

CZY TANIE PODRÓŻOWANIE MOŻE BYĆ TANIE?

Tak, jeśli odpowiednio wcześnie przygotujecie się do swojej kolejnej podróży. Ja od kilku lat nie korzystam z ofert biur podróży. I robię to z kilku powodów, nie tylko budżetowych.

Przede wszystkim polskie biura podróży wciąż oferują – nawet, jeśli to niby 5 gwiazdek i hi-life – standardy nieco niższe, niż te, które zapewniane są turystom z zachodu Europy. Pomimo kilkudziesięciu lat demokracji i budowania naszej wewnętrznej wartości, jesteśmy wciąż trochę mniej wymagający. Albo inaczej, często godzimy się na gorsze warunki, bo przecież i tak jest dobrze, bo nie ma co robić zamieszania, bo, bo, bo… To część naszego społeczeństwa. Jest też druga, która jedzie na wakacje last-minute, wybiera hotel z minus trzema gwiazdkami i kręci nosem przez 2 tygodnie, bo widok nie taki, bo whisky z all-inclusive to nie osiemnastoletnia single malt, albo w umywalce znalazł się – o zgrozo! – włos. Tacy są najgorsi, ale to choroba każdego dojrzewającego narodu. Takich powinno się zamykać w kraju i wypuścić co najwyżej na Mazury. Najlepiej do leśnej głuszy w styczniu, żeby nie wyprowadzali z równowagi innych.

No więc jakość ofert wyjazdowych plus nasi nowobogaccy rodacy  – to jeden z powodów. Ale nie jedyny. Gość hotelowy, który rezerwuje pobyt bezpośrednio albo za pośrednictwem jednego z serwisów bookingowych jest traktowany inaczej, bo to indywidualny klient, a nie autobus pełen no name walizek. Rezerwując pobyt bezpośrednio w hotelu, zespole apartamentów czy pensjonacie możecie już w trakcie rezerwacji wskazać swoje wymagania. Jeśli chcecie mieć widok na morze, będziecie mieli. W przeciwieństwie do widoku na morze z biura turystycznego, który często jest, ale równie często go nie ma. Albo jest, ale wymaga od Was akrobatycznych umiejętności i wywieszenia się 2 metry za okno. Odpowiecie, ze zawsze w recepcji można to „jakoś załatwić”. Można, ale nie o to chodzi. Jeśli za coś płacicie, to powinniście to dostać. Bez wkładki w paszporcie.

 

Tanie linie mają swoje minusy, ale oferują też niższe ceny

 

Kolejny powód, dla którego indywidualne podróżowanie jest dużo przyjemniejsze to ustalanie terminów. Pojedziecie wtedy, kiedy chcecie, a nie wtedy, kiedy biuro znajdzie dla Was ofertę. No i wreszcie sedno sprawy – biuro podróży zdziera z Was duże pieniądze. Przy odpowiednim zaplanowaniu logistyki  wymarzony wyjazd może, a nawet na pewno będzie tańszy.  A dodając wcześniejsze powody, będzie także mniej stresujący. I o to przecież chodzi. Bariery? Są, ale to nic, czego nie można przeskoczyć.

BARIERA JĘZYKOWA, CZYLI JAK JA TO POWIEM?

Tak – rezerwacja, ustalenie szczegółów, poruszanie się po obcym terenie wymaga podstawowej umiejętności komunikacji. Dziś to już problem, który odchodzi w niepamięć, bo coraz większa część naszego społeczeństwa coś tam w lengłidżu potrafi z siebie wydusić.  Ale nawet jeśli nie, większość serwisów bookingowych czy oferujących wynajem samochodu dostępna jest w wielu wersjach językowych, także w wersji polskiej. Poza tym, przecież nie lecicie na Marsa! W dowolnym miejscu na ziemi mieszkają ludzie z dwiema rękami i dwiema nogami, nie gryzą, nie żywią się pulsującymi sercami wyrwanymi z Waszej klatki piersiowej i nie zatykają głów turystów na drewniane tyczki. I często szybciej się z nimi skomunikujecie niż z góralem z Podhala (absolutnie nie mam nic przeciwko góralom, tylko czasem trudno ich zrozumieć).

UWAGA NA PŁATNOŚĆ, ŹLI LUDZIE NIE ŚPIĄ

Bariera bardziej zrozumiała niż niezrozumienie języka tubylców. Są tacy, i trzeba to zrozumieć, którzy ZA NIC W ŚWIECIE nie zapłacą kartą przez internet. Z obawy, że chwilę później haker zza Uralu przeleje ich wszystkie oszczędności na swoje konto we Władywostoku. Jak wspomniałem, rozumiem. Mnie też zdarzyła się taka historia – po wizycie z kawiarni w Berlinie z mojego konta zniknęło kilka tysięcy złotych. Szczęśliwie karta ubezpieczona, reklamacja przyjęta, gotówka wróciła. Ale to nie jest komfortowa sytuacja, kiedy za Wasze pieniądze ktoś kupuje bilet kolejowy w Wenezueli.  Czy jest na to sposób? Jest. Banki oferują karty przedpłacone, często wirtualne, które służą wyłącznie do transakcji internetowych. Wpłacacie na subkonto konkretną kwotę, która jest niezbędna do potwierdzenia rezerwacji i już. Choćby nie wiem co, z pustego i Salomon nie naleje. Hakerzy zza Uralu mogą Wam nafiukać.  Jeszcze lepszym i tańszym rozwiązaniem są subkonta walutowe. Jeśli płacicie za pobyt w Europie, użyjcie karty Euro, jeśli lecicie do Londynu, użyjcie karty funtowej. Korzyść duża, bo nie płacicie różnicy kursowej – w przypadku dwutygodniowego wyjazdy cała rodziną różnica w kosztach może wynieść nawet kilkaset złotych, a doładowanie konta walutowego to dziś chwila.

NAJWAŻNIEJSZA JEST CIERPLIWOŚĆ

Pamiętajcie, że serwisy bookingowe to szczwane lisy, które dokładnie śledzą każdy Wasz krok. Jeśli sprawdzacie tę samą rezerwację kilka razy dziennie, macie duże szanse, że cena będzie tylko rosła. Czasem pomaga sprawdzenie rezerwacji z innego komputera lub telefonu, czasem dobrym wyjściem jest bezpośrednie przejście na inny serwis (np. booking.com à hotels.com). Dokładnie to samo dotyczy rezerwacji samochodów czy biletów lotniczych. Zdarza się, że taka zabawa w kotka i myszkę  przynosi doskonałe efekty. Pamiętajcie, że strony rezerwacyjne także prowadzą ze sobą niekończącą się wojnę o klienta.

 

Prawie 150 metrów kwadratowych do mieszkania za śmieszne pieniądze

 

IM WCZEŚNIEJ, TYM LEPIEJ

To zasada, która sprawdza się zawsze. Rezerwacja z wyprzedzeniem pozwoli Wam zaoszczędzić sporo gotówki. Dotyczy to zarówno miejsc hotelowych, jak i (a nawet przede wszystkim) biletów lotniczych. Minusem takiego rozwiązania jest konieczność zaklepania terminu wyjazdu na kilka miesięcy wstecz, więc w przypadku nieoczekiwanych wypadków, kiedy będziecie musieli odwołać podróż, trzeba się liczyć z kosztami. Rozwiązaniem, które ogranicza to ryzyko, jest rezerwacja z możliwością anulowania. Większość serwisów pozwala na wykonanie takiego ruchu nawet na kilka dni przed, ale taka rezerwacja może być droższa nawet o 10-15 procent, co wpływa znacznie na końcowy budżet.

 

Na miejscu zajmijcie się przyjemnościami. Stres ma zakaz wstępu

 

Czy tańsze podróżowanie rzeczywiście może być tańsze? Jeśli poświęcicie trochę czasu i zapomnicie o (w większości wyimaginowanych) barierach, na pewno tak. Przykład? Oto kalkulacja naszej ostatniej podróży:

CEL:

Portugalia, Algarve, Armação de Pêra
TERMIN: 14-18 maja
LICZBA OSÓB DOROSŁYCH: 3
LINIA LOTNICZA: Ryanair, Warszawa-Modlin – Faro – Warszawa Modlin
HOTEL:  Sunset Village, apartament 145m2, basen, odległość od plaży 400 metrów

KOSZT:

BILETY LOTNICZE: 1450 PLN
APARTAMENT: 1100 PLN
WYNAJEM SAMOCHODU: 450 PLN
RAZEM: 3000 PLN / 3 osoby

Można?