RENAULT CLIO 1.2. MAŁY DUŻY SAMOCHÓD

RENAULT CLIO 1.2. MAŁY DUŻY SAMOCHÓD

Nie jestem fanem francuskiej motoryzacji, pomimo, że na kartach mojej samochodowej historii zapisane są aż trzy pojazdy znad Loary. Albo Sekwany, jak kto woli. Nie powiem, że wszystkie trzy zapisały się na tych kartach złotymi zgłoskami, a przynajmniej jeden z nich nie powinien się tam w ogóle znaleźć.  Tym bardziej z dużym dystansem podchodziłem do srebrnoszarego Renault Clio.

Clio to jeden z samochodów, które na motoryzacyjnym rynku funkcjonują od wielu lat. Maluch Renault przechodził różnorakie metamorfozy, czasem wyglądał lepiej, czasem gorzej. Ale nie zniknął, jak wiele innych modeli, które miały swoje pięć minut i ani sekundy dłużej. Można by rzec nawet, że Clio to już klasyka. Clio ma też długą historię związana ze sportem motorowym – zarówno wyścigami, jak i rajdami. Skoro więc jeden z flagowych modeli Renault utrzymuje się na powierzchni od tylu lat, musi być w nim coś specjalnego. I z takim nastawieniem wciskałem po raz pierwszy guzik na pilocie.

 

Ładna sylwetka, która wyróżnia Clio z nijakiego tłumu

 

Pierwsze wrażenie było nijakie, bo podstawowa wersja Renault Clio 1.2 16V niczym nie różni się od innych podstawowych wersji z segmentu małych zakupowych wozidełek. A zatem niewiele polotu, prostota i nic, co po zajęciu fotela kierowcy wywołałoby efekt WOW. Ot, zwykły samochód, z kierownicą i czterema kołami. Z jednym wyjątkiem. Nowe Renault Clio jest ładne. Tak po prostu, ładne. Trochę sportowego sznytu, eleganckie załamania karoserii, dynamiczna sylwetka, to elementy, które wyróżniają ten samochód z tłumu dzisiejszej nijakości. Nawet wersja z całkowicie podstawowym wyposażeniem, bez zewnętrznych dodatków i upiększeń robi całkiem sympatyczne wrażenie.  Pierwszy plus.

Środek, to – jak już wspomniałem – zwykły środek. Nawet trochę mniej, niż zwykły środek, bo kiedy po raz pierwszy spojrzycie na deskę rozdzielczą i środkową kolumnę, będziecie mieli wrażenie, jakby projektant w trakcie roboty na chwile wyskoczył na kawę, a później zapomniał, że jeszcze nie skończył. Trzy – dosłownie TRZY – gałki, niewielki ekran i przycisk regulacji radioodbiornika. Tyle. Zupełnie nie po francusku, czyli bez tysiąca przycisków, pokręteł, regulatorów i Bóg wie jeden czego jeszcze. Minimum kombinacji, minimum kosztów. Podstawowa wersja ma być podstawową wersją i przede wszystkim ma kosztować możliwie najmniej.  Jasne zasady, czysta gra.

 

Absolutny minimalizm. Projektant na chorobowym?

 

Zakładam, że jeśli ktoś decyduje się na kupno podstawowej wersji samochodu, nie robi tego po to, aby strzelać w środku selfie na Instagrama, ale po to, aby możliwie niedrogo i w miarę komfortowo przemieszczać się w wybranym przez siebie kierunku, skupmy się więc na tym, jak Renault Clio 1.2 sprawdza się jako środek transportu.  Odpowiedź jest prosta – najzupełniej normalnie.  Bez szaleństw i wariacji, jak na „golasa” przystało.

Pięciobiegowa manualna skrzynia robi swoja robotę, bez zgrzytów i siłowania się z dźwignią. Wyraźnie brakuje kolejnego biegu, szczególnie na autostradzie, gdzie przy prędkości przekraczającej 90 km/h Clio błaga o zmianę przełożenia. System start & stop funkcjonuje elegancko i cicho, nie podrzucając całym samochodem przy kolejnym uruchomieniu silnika (co zdarza się regularnie nawet w zdecydowanie droższych samochodach).  Zmienne elektryczne wspomaganie kierownicy powoduje, że nawet przy minimalnej prędkości i ciasnych nawrotach nie poczujecie potrzeby przyłożenia większej siły. Ekran dotykowy – element, którego trochę się obawiałem, pamiętając moje przygody z Dacią Sandero – w końcu także produktem Renault. Tam, aby cokolwiek się wydarzyło,  w ekran trzeba było walić młotkiem. W Clio jest inaczej. Lekkie muśnięcie ekranu powoduje natychmiastową reakcję. Czyli wszystko tak, jak być powinno.

Paliwożerność? Producent podaje, że Clio 1.2 w cyklu mieszanym konsumuje około 5.5 litra benzyny na 100 km. I – co dziwne – ma rację! Dziwne, bo dane producenta rzadko pokrywają się z rzeczywistością, ale w Clio, po pokonaniu pierwszych 150 kilometrów wskazówka stanu zbiornika nawet nie drgnęła. Przy zbiorniku o pojemności 45 litrów i w miarę delikatnej jeździe zasięg w trasie może wynieść nawet 800 kilometrów – jak na benzynowy samochód, wynik godny podziwu.

Ale najlepsze zostawiam na koniec. Clio ta mały samochód, ale wcale nie to nie znaczy, że wszystko jest w nim małe. Ogromnym, jeśli nie największym atutem tego pojazdu jest pojemność bagażnika. Może nawet nie sama pojemność, ale kształt i dostępność do przestrzeni, którą można wypchać do woli. Podróżując z lotniska w Faro, musiałem zapakować do samochodu bagaże. Jedna pełnowymiarowa walizka plus trzy walizki kabinowe. Kiedy jechałem z domu na lotnisko w Warszawie, ledwo upchałem to wszystko do bagażnika mojego Infiniti Q50. Bądź co bądź samochodu zupełnie innej klasy i wielkości. Tymczasem cały towar zmieścił się bez problemu do mini-kuferka Clio. Do dzisiaj nie wiem, jak.

 

Aż trudno uwierzyć. Cztery walizki w bagazniku malucha

 

Renault Clio 1.2 16V

Cena: od 42.400 PLN

Moc silnika: 73 KM

Przyspieszenie 0-100 km/h: 14.5 sekundy

Spalanie w trybie mieszanym: 5,6 litra/100 km

Pojemność zbiornika paliwa: 45 litrów

Skrzynia biegów: manualna, 5-biegowa