TARG RYBNY MZIZIMA. NAJLEPSZY W DAR

TARG RYBNY MZIZIMA. NAJLEPSZY W DAR

W dzielnicy Kivukoni znajdziecie jedno z najbardziej kolorowych miejsc w Dar es Salaam. To targ rybny Mzizima, tętniący życiem od samego rana.

GDZIE TO JEST

Targ Mzizima znajduje się zaledwie kilkanaście minut spacerem od głównego terminalu promowego w Dar es Salaam, z którego odpływają statki kierujące się na Zanzibar i niewiele dalej od najbardziej rozpoznawalnego miejsca w mieście – wieżowców PSPF Towers. Z obu miejsc należy kierować się na północny wschód, wzdłuż wybrzeża Oceanu Indyjskiego, a właściwie rozlewiska rzeki Kizinga.

Kiedy mijamy terminal, po prawej stronie wyrasta – także godna uwagi – katedra św. Józefa. Niewiele dalej znajdziecie jeden z najbardziej luksusowych hoteli w Dar, Hyatt Regency The Kilimanjaro. Jeśli pot spływa Wam po plecach, w hotelu można na moment przysiąść w klimatyzowanej kawiarni i wypić mrożoną kawę. Albo tradycyjne espresso, o które w Dar es Salaam bardzo trudno.

Na sam targ przechodzimy obok kolejnego „przystanku” promowego, tym razem to prom przewożący codziennie tysiące Tanzańczyków na drugą stronę rozlewiska, do Kigambomi. To też ciekawe przeżycie – prom kosztuje zaledwie 200 szylingów (35 groszy), a podróż trwa około pięciu minut. Polecam, jeśli macie chwilę. Na promie nie róbcie zdjęć – to „obiekt strategiczny” i fotografowanie na jego pokładzie jest zabronione. Złamanie tego nakazu może Was kosztować wyczyszczenie karty w najlepszym przypadku, w najgorszym sporo czasu, dolarów i nerwów.

Targ Mzizima znajduje się na nabrzeżu, po prawej stronie ulicy, naprzeciwko zajezdni autobusowej i parkingu, na którym zobaczycie dziesiątki bajaji – tak w Tanzanii nazywają znane z Azji tuk tuki.

KIEDY PRZYJECHAĆ

Największy ruch na targu panuje przed południem, kiedy rybacy spływają do pobliskiej przystani. Wtedy także wybór ryb i owoców morza jest największy – jeśli planujecie zakupy, a nie traktujecie wycieczki jako wizyty krajoznawczej. Przed południem zobaczycie nie tylko wszystko to, co wyłowiono z morza, ale także pełne życia stoiska.

Nie oznacza to wcale, że kilka godzin później targ Mzizima zamiera. Nawet w późnych godzinach popołudniowych dzieje się tu wiele.

CO ZOBACZYĆ

Ryby, krewetki, homary. I inne morskie dziwadła. Ale przede wszystkim zobaczycie tam kawałek kolorowej, prawdziwej, tanzańskiej codzienności. Tanzańczycy kupują ryby… licytując cenę. Kiedy na drewnianych lub stalowych blatach pojawia się duży okaz, wokół zbiera się grupa zainteresowanych. No i zaczyna się walka o zwycięstwo. Rybę dostanie ten, który zaoferuje najwięcej.

My z targu wróciliśmy z kilogramem ogromnych krewetek. Obyło się bez licytacji, ponieważ za pierwszym podejściem trafiliśmy tam późnym popołudniem. Nie było licytacji, ale za to było ostre targowanie. Ostatecznie kilogram świeżutkich robali kosztował nas 15 tysięcy szylingów, czyli jakieś 25 złotych. I jestem pewien, że mocno przepłaciliśmy. Dlatego warto – jeśli macie taką okazję – zabrać ze sobą znajomego lokalesa. Negocjacje rozpoczniecie od zupełnie innego poziomu.

GDZIE ZJEŚĆ

Tak, Mzizima to nie tylko targ, ale także… no właśnie, nie do końca wiadomo co. Restauracją bym tego nie nazwał, barem też nie. Po drugiej stronie ulicy (naprzeciwko północnego wyjścia z targu) znajduje się bazar. Na jego środku odnaleźliśmy ogromną halę, w której smaży się wszystko, co chwilę wcześniej widzieliśmy na targowisku. To dobre miejsce dla wielbicieli owoców morza i ryb, bo towar żył jeszcze kilka godzin wcześniej, a ceny są wyjątkowo okazyjne. Przykładowo:

  • kawałek kalmara 1000 TSH (1.6 PLN)
  • krab 1000 TSH (1.6 PLN)
  • miska krewetek 3000 TSH (5 PLN)
  • kawałek tuńczyka (duży) 3000 TSH (5 PLN)
  • cała ryba (średnia) 2000 TSH (3.2 PLN)

To, co zakupiliśmy, zostało zawinięte w gazetę lub małą torebkę – wokół ogromnych mis z wrzącym olejem nie ma stolików i krzeseł. No więc, jak to zjeść?  Można z gazety, po drodze. Nikt nie będzie się temu dziwił. Ale my wybieramy wersję trochę (tylko trochę) bardziej cywilizowaną. Obok hali-smażalni znajduje się kilka małych barów, w których zamawiamy wodę i frytki (3000 TSH). Do plastikowego stolika dosiadają się miejscowi, jest znów kolorowo i ciekawie. Rozkładamy naszą gazetę i we względnym spokoju konsumujemy rybkę.

Uwaga – w okolicach brak łazienki! Ale tylko w rozumieniu europejskim, bo obok stolików stoi baniak z wodą i kranem. To klasyczna, lokalna toaleta, służąca do umycia i wytarcia rąk. Na pewno się przyda, bo do ryby i frytek nie dostaliśmy sztućców. Generalnie – Tanzańczycy jedzą placami, więc jak to mówią, jeśli wlazłeś między wrony…

BEZPIECZEŃSTWO

Targ Mzizima jest pełen ciekawych ludzi, miejsc i barw, ale jest także miejscem, w którym czyhają drobni kieszonkowcy. Pilnujcie więc torebek, plecaków, aparatów i telefonów. Nie ma jakiegoś wielkiego dramatu, ale polecam chuchać na zimne. Na pewno już od wejścia opadną Was także „przewodnicy”, którzy będą chcieli oprowadzić Was po okolicy i pomóc w negocjacjach. Tak naprawdę w niczym Wam nie pomogą, a na koniec wyciągną rękę po porę groszy. Jak się ich pozbyć? Po prostu powiedzieć grzecznie ‘thank you’ i nie zwracać uwagi. Będą szli za Wami jeszcze przez minutę lub dwie, ale w końcu odpuszczą.

Uważajcie także na filmowanie i zdjęcia. Tanzańczycy nie lubią, kiedy pstryka się dookoła, nie pytając o zgodę. Jeśli chcecie nakręcić kawałek filmu albo zrobić kolorowe zdjęcie, najpierw zapytajcie. Inaczej możecie spotkać się ze zdecydowaną, czasem agresywną reakcją.

Smacznego!

Chcesz zobaczyć Targ Mzizima z nami?

Sprawdź: Hakuna Matata na FB lub HAKUNA MATATA. WITAJCIE W TANZANII

Mzizima Fish Market

Mzizima Fish Market

Mzizima Fish Market

Mzizima Fish Market

Mzizima Fish Market

Mzizima Fish Market

Mzizima Fish Market

Mzizima Fish Market

Mzizima Fish Market

Mzizima Fish Market