Phnom Penh. Jak pachnie stolica Kambodży?

Phnom Penh. Jak pachnie stolica Kambodży?

2 stycznia 2021 0 przez PeacefulAdrenaline

Phnom Penh to miasto, które jeszcze 30 lat temu było zupełnie… puste. Aż trudno to sobie dzisiaj wyobrazić, plącząc się po zatłoczonych marketach, nocnych targach i deptakach nad brzegiem szerokiej na półtora kilometra rzeki Mekong. Kambodża ma tragiczną historię związaną z panowaniem reżimu Pol Pola, do której nikt nie chcą wracać. Czerwoni Khmerzy wysiedlili stolicę w ramach swoich „reform”, które w rzeczywistości były falą niespotykanej skali represji. Inteligencja zamieszkująca stolicę kraju była zagrożeniem i środowiskiem, które jawnie sprzeciwiało się władzy, więc Pot zdecydował o całkowitym wysiedleniu miasta. Wydaje się to nieprawdopodobne, ale taka jest – w ogromnym skrócie – najnowsza historia stolicy Kambodży.

Dzisiaj jest inaczej. Miasto huczy od dźwięków tuktuków, gwaru ulicznych straganów i muzyki. W porównaniu do Bangkoku, w którym jesteśmy już kilka tygodni, wydaje się być sparaliżowane absolutnym chaosem. Szczęśliwie mamy już ze sobą wrażenia z Sihanoukville, więc nic nas zdziwić nie może.

PHNOM PENH. NAJPIERW JEDZENIE

Po całodniowej podróży lokalnym autobusem wysiadamy na głównym „dworcu” w Phnom Penh. Ten dworzec to po prostu przystanek, na którym zatrzymują się turyści przybywający do miasta z najróżniejszych kierunków. Tuż obok widać majestatyczny budynek Central Market, największego bazaru w Kambodży. Na pewno tu wrócimy, ale nie dziś. Dziś, po zameldowaniu w hotelu jedziemy nad Mekong, na nocny bazar z polecanym w sieci street foodem. A jak już się pewnie zdążyliście zorientować, kulinarne przygody przedkładamy ponad wszystkie inne. No bo jak lepiej zapoznać się z lokalną kulturą, jeśli nie przez żołądek?

Do hotelu dotarliśmy na piechotę, zajęło nam to jakieś 20 minut, więc dramatu nie było. Małe zamieszanie z pokojem zakończyło się naszą wygraną. Na start dostaliśmy zupełnie inny pokój, niż ten, który rezerwowaliśmy – połowę mniejszy i bez okna. No ale recepcjonistka szybko się ogarnęła uznając, że tym razem się nie uda. Wychodzę z założenia, że jak się z kimś na coś umawiasz, to nie ma powodu, żeby dał ci coś innego.

GRAB JEST CUDOWNY

Szybki prysznic stawia nas na nogi. Rano sterczeliśmy dwie godziny na pomoście w Sihanoukville, później toczyliśmy się miejscowym pekaesem przez pół Kambodży. Jest co z siebie zmywać. Jeszcze tylko sprawdzam, czy Grab działa tak jak powinien, zamawiamy tuktuka i z pustymi żołądkami lecimy na nocny market. Po kilku dniach w Sihanoukville, gdzie transportowa mafia ustaliła własne ceny minimalne za przejazdy, w stawki Graba w Phnom Penh aż trudno uwierzyć. Aplikacja pokazuje, że na drugi koniec miasta dojedziemy za… dolara. Wygląda to podejrzanie, ale po zakończonym kursie z konta rzeczywiście ubywa niespełna 4 złote. Jesteśmy w komunikacyjnym raju!

Co było dalej? Jak spędziliśmy pierwszy wieczór w stolicy Kambodży? Zobaczcie to sami.

Przed nami jeszcze mnóstwo miejsc do odwiedzenia. Oprócz zwykłego, codziennego życia w Phnom Penh chcemy zobaczyć też smutne dowody na to, że opowieść o Czerwonych Khmerach nie jest tylko przerażającą bajką… Co jeszcze mamy w planach?

  • Muzeum Tuol Sleng, czyli główne więzienie reżimu Pol Pota
  • Pola Śmierci
  • Budynek Central Market
  • Celebracja święta Makha Bucha / Magha Puja nad Mekongiem

Nie zapomnijcie o polubieniu mediów społecznościowych Peaceful Adrenaline:

REKLAMA
instagram namierzeje


ZOBACZ TAKŻE: