CYPR – WYSPA, KTÓRĄ WSZYSCY CHCĄ MIEĆ

Kto wymyślił lot z Warszawy o 22:30? Do tego jedyny lot marki LOT. W efekcie w Larnace lądujemy o 3:30 w nocy, czyli ani kłaść się spać, ani się nie kłaść. Jeszcze samochód, kilkadziesiąt kilometrów do hotelu, how are you my friend, meldunek, walizki i już piąta rano. Czyli właściwie to dzień stracony, bo hotel opłacony od czternastej poprzedniego. No, ale nie przeskoczysz. Tak jest i już, możesz lecieć do Władywostoku, jak się nie podoba.

Po krótkiej, więc być może całkowicie błędnej analizie wychodzi, że w Larnace opłaty lotniskowe są w nocy niższe i stąd te godziny. Inaczej nikt o zdrowych zmysłach nie wymyśliłby takiego połączenia. Chociaż z LOTem to nigdy nic nie wiadomo. Przecież ciągle zmieniają serwis pokładowy. Kawa jest, kawy nie ma. Kanapka albo prince polo. Z herbatą albo bez herbaty. W ciągu ostatnich kilku lat kombinacji było z-silnia.

Cypr. Tym razem za bazę wypadową służy nam Ayia Napa. Bo blisko do Cape Greco (Cavo Gkreko), bo blisko do jaskiń, bo blisko do tureckiej granicy. Ale jakie to szczęście, że jesteśmy tu przed sezonem! Ayia Napa to niegdyś wioska i klasztor o tej samej nazwie. Ayia (agia) – „święta”, Napa – archaiczne określenie oznaczające coś na kształt „leśnej doliny”. Dziś mnisi patrząc na to, co się dzieje w Świętej Leśnej Dolinie, obracają się w grobach tak szybko, że spokojnie mogą zasilać w energię wszystkie nocne kluby i dyskoteki, sklepy z obciachowymi pamiątkami i niby-tradycyjne-od-lat-tutaj-stojące restauracje i tawerny. Jeśli kochacie takie klimaty – zapraszam serdecznie. Jeśli wolicie trochę mniej blichtru, błyszczących sukienek, warczących po asfalcie quadów i kolorowych straganów z niczym, uciekajcie od Ayia Napa najdalej, jak możecie.

Mnisi z klasztoru po prawej wirują niczym silnik ekektryczny w trempie rocka z Hard Rock Cafe po lewej

Dobrze dobrze – podstawowa zasada, nie zaczynajmy od narzekania! O godzinach lotu wiedzieliśmy oczywiście w chwili kupna biletów, więc nie marudzimy. O klimacie w Ayia Napa nie do końca byliśmy przekonani, ale szczęśliwie trafiliśmy na okres malowania ścian i renowacji markiz, więc jeszcze nie słychać wszędzie stukotu szpileczek. Powyższe zostało wspomniane więc wyłącznie w celach informacyjnych, a nie w celu wybrzydzania. To prince polo w LOCIE też w sumie jest OK.

O tej porze roku na Cyprze jesteśmy drugi raz i drugi raz jest podobnie, czyli niezbyt gorąco, wietrznie i miejscami mocno pochmurno. W kwietniu nie ma co liczyć na 100% drut pogodę – może być różnie, jak w góralskich przepowiedniach – albo pogoda Panie bedzie, albo jej nie bedzie. Na szczęście wylegiwanie się na plaży nie jest numerem 1 na liście życzeń, choć nie ukrywam, że na owej liście figuruje. 1 lub 2 dni. Nie więcej, akurat tyle, żeby wcisnąć ALT+CTRL+DEL w przepalonym codziennością mózgu.

Skoro już o liście życzeń wspominam, to co tam jeszcze jest? Na pewno turecka strona, tym razem inaczej, bo samochodem. Kilka miesięcy temu przekraczaliśmy granicę, ale to była turystyczno-komercyjna granica w Nikozji. Zwykły spacer, bazar z drugiej strony, kebab (czy kebap?), meczet zamiast katedry i tyle. Godzina i już.  Tym razem plan jest inny – przejście graniczne na zapleczu brytyjskiej bazy, wjazd do Famagusty i Miasto Duchów, czyli ciągnący się kilka kilometrów pas nadmorskich hoteli, które od 40 lat stoją i gniją pod tureckim panowaniem. Varosha jest do dziś zamkniętym obszarem a Wikipedia określa liczbę mieszkańców na ZERO. Niesamowite, że takie rzeczy dzieją się dziś na świecie. Te 40 lat temu niekończące się plaże były nazywane Copacabaną Europy… Niby wszyscy znają tę historię, ale co własne oczy zobaczą…

Przejście graniczne w okolicach Famagusty – tędy prowadzi droga do Miasta Duchów

Kolejnym punktem na liście jest latanie. Latanie dronem. A właściwie nie samo latanie, tylko efekt tego, co uda się zarejestrować w czasie owego latania. Niestety – może się też nie udać, bo o tej porze dmucha jak diabli i Cavo Greko jest przeczesywane wiatrem z prawa na lewo i z południa na północ, jak psia sierść w poszukiwaniu kleszcza. A wolałbym sprowadzić drona bezpiecznie na ląd, co przy tak silnym wietrze może być niewykonalne. Dziś podjąłem pierwszą próbę, ale już na wysokości 3-4 metrów dron zaczął wariować, więc na razie odpuszczam.

Obowiązkowy punkt to także haloumi w każdej postaci. Jeśli jeszcze nie wiecie, co to takiego haloumi, to straciliście tę część życia, którą macie za sobą. Na szczęście teraz już wiecie, więc druga część będzie lepsza. O haloumi zresztą zamierzam popełnić osobny wpis kulinarny.

O tawernach na pewno będzie jeszcze sporo. I o haloumi

Aha, pierwszym punktem z listy życzeń jest ogarnięcie kierownicy po niewłaściwej stronie. I po Cyprze i po Anglii jeździłem już wielokrotnie, ale zawsze pierwsze kilometry są masakryczne. Pamiętaj, patrz na lewą krawędź samochodu i nie myśl za dużo, bo zbyt wiele elektrycznych połączeń w mózgu może spowodować jego zawieszenie. Nie zastanawiaj się, działaj odruchowo. Jeśli będziesz powtarzał sobie w kółko „Dżizas, rondo, pamiętaj, żeby skręcić w lewo!”, na pewno wcześniej czy później skręcisz w prawo. Mogę się o to założyć.  Kiedy piszę ten tekst, mam za sobą już jakieś 170 kilometrów bez zadrapania, więc pierwszy punkt śmiało wykreślam z listy. DONE.

Tylko spokój może nas uratować

Co warto wiedzieć wcześniej?

  1. Cypr od zawsze był powodem wojen i konfliktów. Trudno się temu dziwić – położenie na mapie świata jest encyklopedycznie strategiczne. Brytyjczycy, Turcy, Grecy, NATO, USA, Francja, krzyżowcy, Ryszard Lwie Serce, rosyjscy turyści i sprzedawcy klapek. Wszyscy chcą być na Cyprze.
  2. Od kilkudziesięciu lat wyspa jest podzielona na dwie strefy – jedną władają greccy Cypryjczycy, drugą Cypryjczycy tureccy lub po prostu Turkowie – w trakcie trwającego od lat konfliktu Turcja zasiedliła północną część wyspy ponad 40 tysiącami swoich. Wzdłuż granicy znajduje się strefa „no man’s land”, kilka przejść samochodowych i pieszych. W tureckiej części obowiązuje turecka waluta, tureckie paszporty i palenie sziszy.

    No man’s land we wschodniej części wyspy. Takie rzeczy tylko tu
  3. Na terenie całej wyspy obowiązuje ruch lewostronny. Najprawdopodobniej Turcy chcieliby to zmienić, ale koszty ich od tego odwodzą. Wiadomo – Turek wie, jak się targować i każdy grosz jest ważny. Więc po tureckiej stronie też jeździmy pod prąd.
  4. Cypr to nie Grecja. Sałatka grecka nazywa się tu village salad, łatwiej o krewetki niż dobrego gyrosa. Nawet kultowy sos tzatziki jest inny. No i Cypryjczycy mają haloumi.
  5. Ani Cypryjczycy nie lubią, kiedy mówi się o nich „Grecy”, ani Grecy nie pałają wielką miłością do Cypryjczyków. Znajomy Grek powiedział mi kiedyś, że Cypryjczycy mówią po grecku „jakoś tak śmiesznie, jak dzieciaki”. Więc Grecy trochę się z Cypryjczyków podśmiewają. Ale trudno się spodziewać ogromnego przywiązania jednych do drugich. Z Aten do Nikozji jest 950 kilometrów w linii prostej! To mnie więcej tyle, co z Warszawy do Sofii.
  6. W przeciwieństwie do Greków, Cypryjczycy w większości całkiem sprawnie posługują się językiem angielskim. To pozostałość po długoletniej wizycie synów Albionu, którzy zostali na kilka nadliczbowych, bezpłatnych noclegów. Inne pozostałości to lewostronny ruch i – God save the Queen – chipsy salt&vinegar.

    Wpływy angielskie widać wszędzie. I dobrze, lepsze to, niż ouzo
  7. Cypr ślicznie wygląda w katalogach biur podróży. W rzeczywistości musicie zdawać sobie sprawę, że to praktycznie pół-pustynna wyspa. Dodatkowo nie do wytrzymania latem, ze względu na temperaturę. Jeśli spojrzycie na mapę, będziecie wiedzieli dlaczego. Od wschodnich wybrzeży Cypru jest zaledwie 100 kilometrów do… Syrii. Cypr najlepiej wypada w okresie wrzesień – listopad.
  8. I na koniec – to greccy Cypryjczycy rozpoczęli zamieszanie. Fakt, Turcy dogadali się dosyć dawno z Brytolami za ich plecami, ale pierwsze zamieszki w czasach w miarę nowożytnych to sprawka greckich tubylców. Rzeczywiście, Turcy powiesił w Nikozji jakiegoś biskupa, ale to bylo milion lat temu, kiedy wieszano z byle powodu.Fakt, Turcy w latach 70 tych zrobili kilka bardzo brzydkich rzeczy, ale zamieszanie rozpoczęli greccy mieszkańcy wyspy.

JUŻ WKROTCE NA PEACEFULADRENALINE: