SŁOWO NA BOŻE NARODZENIE. NIE BĄDŹ BURAKIEM

SŁOWO NA BOŻE NARODZENIE. NIE BĄDŹ BURAKIEM

Okres tuż przed świętami Bożego Narodzenia to specyficzny czas. Taki dziwny, bo wszyscy patrzą na świat z większym zrozumieniem i przychylnością. Jedni pakują prezenty dla bliskich, inni idą dalej i pakują prezenty dla nieznajomych. Ludzie, pomimo totalnego kotła, są jacyś tacy wygładzeni i wyciszeni. Można nie lubić przedświątecznego blichtru, promocji, biegania po sklepach. Można nawet znienawidzić Świętego Mikołaja, który wyłazi zewsząd!  Można też wyłączać radio za każdym razem, kiedy słyszycie Last Christmas. Tym bardziej, że Last Christmas jest jeszcze bardziej namolne niż grubas z brodą. W tym roku pierwszy raz usłyszałem tę piosenkę w październiku!!!!  Ale pomimo tego wszystkiego, pomimo, że Boże Narodzenie stało się biznesem z niewielką domieszką tradycji i tak działa na nas kojąco. A przynajmniej powinno. Bo nie działa tak na wszystkich.

Jest kilka rzeczy, których nie lubię. A nawet musze przyznać, że jest kilka rzeczy, które powodują, że rozglądam się dookoła w poszukiwaniu naładowanego M16. O ile szczaw czy brokuły należą do tej pierwszej grupy – to znaczy nie akceptuję, ale spokojnie obchodzę dookoła – o tyle ludzkie chamstwo i brak poszanowania dla innych zamienia mnie w potencjalnego mordercę. Takiego z Natural Born Killers. Albo z najkrwawszego z najkrwawszych filmów Quentina Tarantino. Sam się sobie dziwię, bo z natury jestem bardzo spokojny i nie reaguję nerwowo na trudy codziennego żywota. Mój spokój wprawia w depresję moich znajomych i kolegów z pracy, którzy gotują się na samą myśl, że przecież Widomski najwyżej wzruszy ramionami i pójdzie dalej.

Ale do rzeczy. Sprawa dzieje się na stacji benzynowej w ostatni przedświąteczny weekend.  Oczywiście milion samochodów, oczywiście kolejka do kasy, oczywiście wszyscy w biegu. No i w takich okolicznościach na stację wpada samochód, który pasuje się obok dystrybutora. Nic dziwnego, w końcu do tego służą miejsca obok dystrybutora na stacji benzynowej. Tyle, że nasz bohater wpada na stację przez zakaz wjazdu, wjeżdża na stanowisko pod prąd, mając gdzieś kolejkę samochodów z drugiej strony. Pan zza kasy przygląda się temu kręcąc głową z politowaniem i na tym kończy. Niepełnosprawny umysłowo kierowca chwilę kręci się obok przewodów z paliwem, coś tam kombinuje, po czym wpada do środka jak tsunami z okrzykiem na ustach „Co z tą, ku…a, czwórką!!”.

Pan zza kasy spokojnie odpowiada, że czwórka jest nieczynna i że obok dystrybutora stoi tabliczka informująca o powyższym fakcie. I robi błąd, bo niepełnosprawnemu puszczają nerwy . „Co?.. ku..a, jak to, ku..a, nie działa??!?!?  To nie można ku..a zamknąć i ku..a, napisać, że nie działa?!?!? Co wy tu ku..a wszyscy robicie?!?!? Nie ma komu tu ku..a robić?!?!?”

Pan zza kasy wciąż spokojnie informuje, że tak, jak najbardziej, tabliczka stoi, tylko napis widoczny jest od strony tych, którzy nie wjeżdżają pod prąd, a z tego, co widzi, to niepełnosprawny właśnie ową tabliczkę zmasakrował przejeżdżając po niej, kiedy pasował się obok dystrybutora.

I czy myślicie, że do naszego tytułowego buraka coś dotarło? Nie nie, absolutnie, nie ma takiej możliwości. Przecież ON jest klientem, ON zostawia na tej stacji pieniądze i ON może wszystko. Niezależnie od tego, czy przy okazji najnormalniej na świecie pokazuje innym, czekającym w kolejce, gdzie ma ich czas i kulturę.

No więc Mr. Burak kwituje informacje tylko krótkim „Ja pie….olę, nawet ku..a tabliczki nie potrafią lenie je…ne postawić!”. I wychodzi, a następnie wyjeżdża ze  stacji z piskiem opon swojego BMW Trójki. Oczywiście przy okazji masakrując tabliczkę kolejny raz.

I to jest właśnie taka sytuacja, w której nerwy mi puszczają. Już sobie wyobrażam, jak kolega z Biemdablju smaży się w piekielnych czeluściach, a pan zza kasy wbija mu między żebra kawałki połamanej tabliczki.  Albo jak jego super bryka przejeżdża przez myjnię z kierowcą przywiązanym do maski. Z wykupionym programem PREMIUM, czyli szczotą bezlitośnie szorującą wszystkie buraczane zakamarki.

No niestety, mam uczulenie. Pomimo zbliżających się świąt Bożego Narodzenia wyostrzają się u mnie zwierzęce instynkty. I zastanawiam się, skąd u ludzi biorą się takie postawy? To znaczy takie buraczane postawy, bo moja reakcja chyba jest naturalna.

Czego Wam życzę na święta i Nowy Rok?  Tego, aby burak kojarzył się Wam wyłącznie z wigilijnym stołem i uszkami.

Merry Christmas

AW

A przy okazji, jeśli jeszcze nie podeszliście do tematu:
JAK ZROBIĆ IDEALNY BARSZCZ WIGILIJNY