AUDI RS 7 PDC. KIEROWCA ZBĘDNY

AUDI RS 7 PDC. KIEROWCA ZBĘDNY

Kilka tygodni temu, podczas jednej z wielu wizyt roboczych w paryskiej centrali Eurosportu, spędziliśmy z kolegami z europejskich biur kolejny wieczór pełen dyskusji o niczym i o wszystkim. Ponieważ cała ekipa składa się wyłącznie z przedstawicieli rodzaju męskiego, wiadomo, wcześniej, czy później, rozmowy schodzą na typowo męskie tematy. Czyli samochody. Kiedy dołączyłem do stolika, Kalle Lepistoe, szef fińskiego Eurosportu i – tak, to nie zbieżność nazwisk – syn słynnego trenera jeszcze bardziej słynnego, byłego skoczka z Wisły, wymachiwał energicznie rękami. Oczywiście wprawiło mnie to w duże zdumienie, bo przecież Finowie słyną z, delikatnie mówiąc, powściągliwości (patrz słynna reklama z Raikkonenem w roli głównej). A Kalle jest klasycznym przykładem książkowego Fina. No więc temat musiał być kontrowersyjny. Cholernie kontrowersyjny.

Kiedy już zamówiłem szklankę złotego płynu i na dobre dołączyłem do wieczornej grupy roboczej, wszystko stało się jasne. Dzisiaj rozmawiamy o samochodach, które nie potrzebują łaski i same jadą tam, gdzie im się podoba. Kalle był świeżo po spotkaniu z Panem z Mercedesa, który to Pan roztaczał przed nim wizję całkowicie zautomatyzowanych aut, które bezpiecznie i bez ingerencji człowieka dowiozą Was do domu, biura albo supermarketu. Zbombardowany mercedesowym PR-em Kalle dowodził, że najbardziej niepewnym elementem, który znajduje się w samochodzie, jest… człowiek. To człowiek jest winien wszystkim wypadkom, idiotycznym manewrom, nieprzewidywalnym zachowaniom i w ogóle, winny jest całego zła, jakie dzieje się na ulicach.

Jako przedstawiciele gatunku ludzkiego, początkowo stawiliśmy zdecydowany opór, który jednak, z upływem czasu i złotego płynu, stawał się coraz mniej wyraźny. No bo jakby na to nie patrzeć, rzeczywiście, to nasze błędy sprawiają, że rozbijamy zderzaki, wpadamy do rowów i wjeżdżamy w tramwaje. Krótko mówiąc, jeśli udałoby się wyeliminować czynnik ludzki, samochody stałyby się zdecydowanie bezpieczniejszym środkiem komunikacji, niż dziś. Sprawdza się to choćby w przypadku przemysłu lotniczego. Dzisiejsze samoloty są jednym, wielkim komputerem, który sam decyduje o większości tego, co dzieje się w powietrzu. Potrafią startować, lądować i omijać przeszkody. A zdecydowana większość lotniczych katastrof jest spowodowana ludzkimi błędami.

Wszystko fajnie, nie musimy się zastanawiać, czy skręcić w prawo, czy w lewo. Zapominamy o mapach, nawigacji, o zmianie pasa i włączeniu kierunkowskazu. Ale… No właśnie, jest pewne ale…

Po pierwsze, czy bylibyście w stanie zaufać w 100% technologii i pozwolić komputerowi przemykać się przez miejskie, wąskie uliczki albo mknąć z prędkości 130 km/h po autostradzie? Ja czuję się niepewnie już, kiedy włączę tempomat, a co dopiero mówić o pełnym oddaniu kontroli procesorom i twardym dyskom?!?!

Po drugie, nie wszyscy przesiądą się  – jeśli w ogóle taka technologia znajdzie zastosowanie w codziennym ruchu – do zautomatyzowanych samochodów. Wyobraźcie sobie bałagan panujący na ulicach! Co z tego, że poruszasz się bezpiecznym (załóżmy, że już zaufaliśmy w 100%) autem, skoro i tak zza rogu może wyskoczyć szwagier po pięciu piwach.

Po trzecie wreszcie – i to jest dla mnie najpoważniejszy argument – jazda samochodem niektórym sprawia prawdziwą przyjemność. Ja po prostu nie chcę, żeby samochód sam się prowadził. Szlag mnie trafia już wtedy, kiedy siedzę na tylnym fotelu taksówki i najchętniej wykopałbym kierowcę za drzwi.

A dlaczego o tym wszystkim piszę? Otóż dlatego, że technologia puka do drzwi. Na razie jeszcze w przedpokoju, ale mimo wszystko, jest coraz bliżej. Będziecie się mogli o tym przekonać już za kilka dni, kiedy podczas ostatniej rundy tegorocznych mistrzostw DTM (niemiecki samochody turystyczne) Audi zaprezentuje coś, co otrzymało nazwę RS 7 piloted driving concept. Samochód, który pokona okrążenie toru Hockenheim bez udziału kierowcy. Pokona je w dwie minuty i nie zrobi tego wcale w ślimaczym tempie. Zresztą dla Audi, to nie pierwszyzna. Już 4 lata temu Audi TTS bez kierowcy pokonało górski odcinek specjalny wokół legendarnego szczytu Pikes Peak w Kolorado w Stanach Zjednoczonych. I nie była to bułka z masłem, bo na podjeździe na Pikes Peak niejeden już się sparzył.

Audi RS 7 piloted driving concept to także nie zabawka dla dzieciaków. 506 koni mechanicznych i maksymalna prędkość ponad 300 kilometrów na godzinę. Samochód objedzie Hockenheim dzięki zaawansowanej technologii i super-prezyzyjnemu sygnałowi GPS, określającemu położenie z dokładnością do jednego centymetra. Dane zostaną przesłane za pośrednictwem bezprzewodowej sieci i sygnału radiowego. Komputer przeanalizuje wszelkie parametry, opierając się także na obrazach z kamer 3D. Mamy więc całą armię super-high-tech-hiper technologii.

Jestem pod wrażeniem, i pisze to całkiem poważnie. Generalnie, jestem pod wrażeniem technologii Audi. Kiedy na torze w Le Mans pojawiły się wyścigowe hybrydy, stałem z rozdziawionymi ustami i nie mogłem uwierzyć w to, co widzę. A tak właściwie w to, czego NIE SŁYSZĘ. Hybryda Audi przemykała z prędkością ponad 300 km/h 10 metrów przede mną wydając z siebie dźwięk… odkurzacza. Coś nieprawdopodobnego. Albo wrażenia z jazdy R8-mką. I dlatego jestem pewien, że testowa jazda na Hockenheim zakończy się sukcesem. Ale jednocześnie mam nadzieję, że koncept na razie pozostanie konceptem, bo nic nie sprawia mi takiej przyjemności, jak wdepnięcie pedału gazu w moim potworze, po którym to wciśnięciu delektuję się najpiękniejszym dźwiękiem świata – rykiem V6-stki.

AW